Grupa:
Inwestycje.pl Waluty.com Kantory.pl Investing.pl Fundusze24.pl TwojeFinanse.pl Forum-Prawne.pl Sfera-Finansow.pl
oferty biznesowe   giełda samochodowa   oferty pracy   english version

Czasy na świecie:

Nowy Jork (USA) 05:02:42 -6h
Tokio (Japonia) 19:02:42 +8h
Sydney (Australia) 20:02:42 +9h
Londyn (Anglia) 10:02:42 -1h
kursy walut | Waluty.com.pl

Artykuł

Menu artykułu

Treść artykułu

112

Czy powinniśmy obawiać się wyższej rentowności obligacji?

29.07.2014 15:52 wtorek
  • Coraz głośniej mówi się o „bańce w obligacjach”
  • Trwa proces wyrównywania wynagrodzeń na skalę globalną
  • Obawy o wzrost cen surowców są przesadzone

Sytuacja z rentownością obligacji w Europie, a zwłaszcza niemieckich obligacji 10-letnich, sprawia wrażenie „niekończącej się historii”. Istotnie, przy rentowności 1,15% niewiele jest racjonalnych argumentów inwestycyjnych przemawiających za kupnem tych ostatnich, gdyż poziom ten niewiele odbiega od wskaźnika CPI dla Niemiec (1%).

Jest to również główny powód, dla którego ekonomiści są przekonani, że to dobry moment, by krzyknąć głośno „bańka w obligacjach!” Patrząc na poziomy rentowności i aktualną sytuację, mógłbym się z nimi zgodzić.

Istnieją jednak powody, dla których rentowność papierów niemieckich może spaść jeszcze niżej, i to na bardzo długi czas.

Po pierwsze pozbądźmy się argumentu inflacji

. Argumenty inwestycyjne przemawiające za niemieckimi obligacjami w oparciu o realną rentowność nie są atrakcyjne już od lat, więc zależność ich notowań od dynamiki inflacji jest niewielka, dopóki wzrost cen kształtuje się niejako losowo i wykazuje tendencje spadkowe. A tak właśnie się dzieje, zwłaszcza w Europie.

Nie widać oznak długotrwałej inflacji, ani też nic, z czego mogłaby ona wynikać.

Z powodu nieustannej globalizacji korporacji wpływ komponentu pracy na kształtowanie się cen ma w całym naszym równaniu niewielkie znaczenie. Można by powiedzieć, że inflacja rośnie w niektórych gospodarkach wschodzących, co jest zgodne z prawdą, gdyż poziomy wynagrodzeń wciąż upodabniają się do siebie na skalę globalną. Jednocześnie jednak, i to z tego samego powodu, presja na gospodarki rozwinięte jest bardzo słaba.



Obawy o wzrost cen surowców również są przesadzone. Już jeżeli, to trend w tym segmencie jest spadkowy, pomimo niedawnych skoków cen ropy, wywołanych kryzysami geopolitycznymi. A skoro mówimy o drożejącej ropie i sytuacji geopolitycznej: jest bardzo prawdopodobne, że eskalacja konfliktów zaszkodzi wzrostowi i rynkom akcji, zamiast podbić rentowność obligacji i dynamikę cen.

Patrząc na inflację i rozwój gospodarczy w skali globalnej, nie dostrzegamy oznak nieuchronnego ich wzrostu. Bardziej prawdopodobny jest ich umiarkowany i stabilny rozwój.



Po drugie, podczas gdy stan gospodarki amerykańskiej zdaje się poprawiać, pojawiają się opinie, że podejmowane przez Europejski Bank Centralny próby pobudzenia gospodarki po raz kolejny nie przyniosą rezultatów, a Europa jeszcze przez wiele lat będzie rozwijać się wolniej, niż reszta świata. Tym samym znajdzie się niebezpiecznie blisko japońskiej pułapki deflacji przy zerowym wzroście. W takim przypadku rentowności obligacji w Europie mogą spaść jeszcze niżej.

Po trzecie od czasu kryzysu finansowego krajobraz regulacji finansowych uległ drastycznemu przeobrażeniu. Ze względu na surowsze zasady dotyczące kapitału banki muszą posiadać więcej bezpiecznych aktywów, przez co istnieje duży popyt na obligacje rządowe o ratingu AAA. Z drugiej strony mniej jest krajów o takim właśnie czystym ratingu AAA, a oceny dla krajów rozwiniętych są ogólnie rzecz biorąc niższe. Mechanizm ten faktycznie zepchnie zasoby banków w segmenty o niskich kosztach kapitałowych (jak np. obligacje z wysokim ratingiem) i powstrzyma je przed narażaniem swych bilansów na wyższe ryzyko związane z pożyczaniem SME w Europie południowej.

Podsumowując zatem, istnieją powody, dla których ekonomiści mogą się mylić, a obwieszczenie przez nich bańki jest przedwczesne. Dla porównania rentowność japońskich obligacji 10-letnich utrzymuje się poniżej 2% od 1999 r., w chwili obecnej wynosi 0,53% i wykazuje tendencje spadkowe.

Do powyższego obrazu należy dodać fakt, że przy niskiej rentowności obligacji banki i zarządzający aktywami mają zasadniczo bardzo trudny problem biznesowy. Dla całego systemu finansowego byłoby ulgą, gdyby rentowności najważniejszych obligacji raptownie wzrosły. Dzięki temu rynek ten stałby się bardziej aktywny, wyższa byłaby zmienność i zyski. Zarządzającym funduszami łatwiej byłoby uzasadnić opłatę od portfela najważniejszych obligacji w wysokości 1%, gdyby papiery te przynosiły dochód większy niż 1%. Pomimo tak powszechnego zainteresowania wzrostem rentowności istnieje prawdopodobieństwo, że taki scenariusz nieprędko się zrealizuje.

Podsumujmy obecną sytuację. Czy grozi nam bańka na rynku obligacji? Być może. Czy eksploduje ona niebawem? Nie, żadną miarą. Aktualne niepokoje geopolityczne (Ukraina i Bliski Wschód) najprawdopodobniej spowodują spadek rentowności najważniejszych obligacji. Inflacji na horyzoncie nie widać. Chociaż globalna sytuacja gospodarcza nieco się poprawia, nadal wydaje się ona dość krucha.

Z powyższych powodów jestem zdania, że portfel złożony z obligacji rynków wschodzących i rozwiniętych przynoszący 5-7% to rozsądny zysk, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, a zwłaszcza brak inflacji i intensywniejsze poszukiwanie wyższej rentowności. Pomimo niedawnych zwyżek i upływającego dla Argentyny terminu wypracowania ugody z wierzycielami, wybrany portfel dla Ameryki Łacińskiej wydaje się atrakcyjny. Dla spragnionych ryzyka najlepszą inwestycją tego lata może okazać się wykorzystanie premii za ryzyko geopolityczne w Rosji i na Bliskim Wschodzie.


Simon Fasdal, Saxo Bank








Inne artykuły z tego działu: Inne artykuły: