Grupa:
Inwestycje.pl Waluty.com Kantory.pl Investing.pl Fundusze24.pl TwojeFinanse.pl Forum-Prawne.pl Sfera-Finansow.pl
oferty biznesowe   giełda samochodowa   oferty pracy   english version

Czasy na świecie:

Nowy Jork (USA) 06:45:01 -6h
Tokio (Japonia) 20:45:01 +8h
Sydney (Australia) 21:45:01 +9h
Londyn (Anglia) 11:45:01 -1h
kursy walut | Waluty.com.pl

Artykuł

Menu artykułu

Treść artykułu

152

Europę czekają reformy albo schyłek jej znaczenia

31.05.2010 18:19 poniedziałek
Należałoby zastanowić się nad kondycją całej strefy euro – zarówno jej charakteru politycznego, jak samej prezentacji problemów. Można się spodziewać, że kryzys spowoduje, że przez wiele lat czeka nas dyskusja nt. sposobu jego zażegnania, w co zostaną włączone nie tylko zagadnienia finansów publicznych poszczególnych krajów, lecz także polityka monetarna EBC.

Wydaje się, że Unia Europejska jest na bardzo poważnym zakręcie, ponieważ jej obecne problemy finansowe i instytucjonalne następują w chwili, kiedy został wprowadzony Traktat lizboński, który przekazał wiele kompetencji do instytucji centralnych. Jednak zgoda społeczna na przekazanie tych prerogatyw odbywała się w momencie prosperity, obecnie zaś odzywają się różnice kulturowe. Trzeba wiedzieć, że Grecję, Portugalię, Włochy, Hiszpanię oraz inne kraje czeka bardzo ciężki okres obniżania deficytów budżetowych i oczekiwania na wzrost niepokojów społecznych, które już zaistniały w części państw
. Podejście do tych problemów jest bardzo istotne: Berlin oczekuje bardziej restrykcyjnej polityki w kwestii deficytów budżetowych, z większymi karami dla krajów, które łatwiej zaciągają zadłużenie; Paryż i inne kraje podkreślają, że istotna jest redukcja braku zbilansowania przepływów między krajami Eurolandu. Bardzo ważne jest też, że obecny proces przywracania równowagi finansowej w Grecji, jak i wprowadzane przy okazji tego procedury i reakcja na nie są uważnie obserwowane. Wpływa na to fakt, że z sumy 140 mld USD, która została jej przyznana, kolejne transze będą wypłacane co kwartał do 2012 r., tylko jeśli Grecja będzie wypełniała swoje zobowiązania, a wszelkie odstępstwa od tego będą powodowały zawieszenie pomocy, jak to było w przypadku Rumunii w listopadzie zeszłego roku – pomoc dla niej została odmrożona, kiedy wprowadzono oszczędności budżetowe. Innym przykładem podobnych działań jest zamrożenie przez MFW 256 mln USD płatności dla Łotwy w marcu 2009 r., kiedy kraj ten opóźnił decyzję dotyczącą cięć budżetowych.
Oczywiście przy okazji często pojawiają się informacje pokazujące Grecję w negatywnym świetle, np. wskazywanie na korupcję. „Bloomberg BussinesWeek” ukazał, że rekordowe koszty, jakie płaciły gospodarstwa domowe w postaci łapówek i niczym nieuzasadnionych datków, wyniosły w przeciągu roku 1355 euro. Okazuje się również, że od 5 do 50 tys. euro płacono za zgody związane z budownictwem. Niemniej jednak nie jest to ta sama skala co w Turcji, gdzie opłacanie tego typu świadczeń wynosiło od 3300 do 330 000 euro. Gdy zaś wziąć pod uwagę procent odpowiedzi dotyczących płacenia łapówek, to w ostatnich 12 miesiącach w Grecji przyznało się do nich 18 proc. respondentów, podczas gdy w Wlk. Brytanii zbulwersowanej ostatnimi informacjami nt. skandalu z udziałem księżnej Sary Ferguson, który opisało CNN i nagrała gazeta „News of the World”, ok. 3 proc., natomiast na Litwie aż 30 proc.

Zamrożenie wzrostu gospodarczego?
Charakterystyczne jest, że kryzys zaczął się, kiedy prywatne wydatki uległy załamaniu, a fiskalne deficyty eksplodowały. Już obecnie dyskutuje się, że wcześniej czy później nastąpi ogłoszenie greckiej niewypłacalności, przy czym większość podaje, że będzie to 2012 r., kiedy deficyt będzie równy kosztowi obsługi finansowej. Działania nakierowane na energiczne obniżanie deficytów fiskalnych doprowadzą w najkorzystniejszym scenariuszu do zamrożenia wzrostu gospodarczego, chociaż wyjścia z nabrzmiałych problemów można oczekiwać tylko wtedy, gdy wzrost gospodarczy i eksport byłyby przywrócone. Gdy jest się w strefie euro, nie ma możliwości dostosowania poprzez zmianę kursu swojej waluty i zwiększenia eksportu, można to robić tylko poprzez zwiększenie swojej konkurencyjności cenowej i większe otwarcie na eksport ze strony innych krajów, które się do tego nie spieszą. W Stanach Zjednoczonych istnieje budżet federalny wyrównujący ewentualne szoki. Natomiast w krajach UE, o ile mają wspólny budżet w wysokości 1 proc. PKB, o tyle przeciętnie ich budżety państwowe wynoszą 47 proc. PKB. Dlatego należy oczekiwać, że zwiększenie restrykcji fiskalnej doprowadzi do powstania straconej dekady w Europie.

Unia walutowa czy porozumienie?
Należałoby zastanowić się nad kondycją całej strefy euro – zarówno jej charakteru politycznego, jak samej prezentacji problemów. Nawet jeśli wziąć pod uwagę najczęściej poruszane problemy, jak wielkość deficytu i niemożność zbilansowania przez jeden z krajów swoich potrzeb finansowych, to zauważmy, że w analizach dotyczących deficytu na 2010 r. przewiduje się, że Irlandia i Wlk. Brytania też będą miały większy deficyt od greckiego. Pierwsza – 12,1 proc., druga – 10 proc., podczas gdy Grecja ma 9,9 proc., czyli niewiele więcej od Stanów Zjednoczonych, w których wynosi on 9,4 proc., Hiszpanii – 8,8 proc., czy Japonii – 7,9 proc. Całkiem niedaleko są też Portugalia i Francja z deficytami w wysokości 7,6 proc. i 7,4 proc., jak i Polska z możliwym deficytem 7,3 proc.
Gdy patrzy się na kwestię dotyczącą lat 1999-2009, jeśli chodzi o przekraczanie 3-proc. deficytu, to o ile Grecja przekroczyła go dziewięciokrotnie, o tyle Włochy przekroczyły go sześciokrotnie, a Portugalia z pięciokrotnym przekroczeniem była na równi z Niemcami. W gronie krajów, o których można powiedzieć, że robiły to rzadko, bo tylko dwukrotnie, znajdują się nie tylko Austria i Holandia, ale i państwa przeżywające obecnie największe problemy, czyli Irlandia i Hiszpania.
Ostatnie działania ukazują również tworzące się obozy. Kryzys w Grecji pokazał pewną izolację Niemiec w ramach UE z powodu braku działań przeciwdziałających narastaniu nierównowag bilansowych, jak i niechęci do stymulowania popytu dla całej gospodarki UE. Charles Grant, dyrektor Centre for European Reform, zauważa, że winni są politycy którzy nie przekazali opinii publicznej informacji o tym, że głównym beneficjentem ustanowienia euro stała się gospodarka niemiecka i ten kraj ma największy interes w tym, aby ta strefa była stabilna. O ile Duńczycy, Finowie czy Austriacy sympatyzują z niemiecką postawą względem Grecji, o tyle inne kraje już w mniejszym stopniu. Można się spodziewać, że ta sytuacja spowoduje, że gospodarka europejska będzie przez wiele lat w najróżniejszych konstelacjach dyskutowała sposoby zażegnania zaistniałej sytuacji, w co zostały włączone nie tylko finanse publiczne poszczególnych krajów, lecz także EBC. Jeszcze rok temu Jürgen Stark z zarządu EBC przedstawiał, że pompowanie dużej ilości pieniędzy do gospodarki przez zakupy obligacji krajowych doprowadzi do monetyzacji długu i w efekcie wzrostu inflacji w średnim okresie czasu, w połączeniu z obniżeniem wiarygodności tej instytucji. I zaledwie cztery dni przed rozpoczęciem zakupu obligacji krajowych, 6 maja, prezes EBC Jean-Claude Trichet mówił reporterom, że rada banku nawet nie dyskutowała tego typu inicjatywy.
Problemy będą narastały, ponieważ chociaż zaproponowany pakiet wystarcza na pokrycie głównego zapotrzebowania kredytowego państw peryferyjnych, to zauważmy, że dla Hiszpanii wynosi ono 448 mld euro do 2012 r., podczas gdy Grecja wymaga w tym okresie 158 mld, Portugalia 70 mld, a Irlandia 69 mld euro, licząc od początku 2010 r. Wiele innych gospodarek również jest zagrożonych. Niemcy wprowadzają różnego typu pakiety oszczędnościowe, robi to również mimo olbrzymich problemów Hiszpania. Jednak należy pamiętać, że wszelkiego typu próby dotyczące procesów integracyjnych były dotychczas wprowadzane w okresie szybkiego rozwoju Europy – 2,25 proc. przeciętnie od 1981 do 1993 r., natomiast od 1993 do 2003 r. rozwój gospodarczy spadł do 2 proc., a obecnie kształtuje się na poziomie ok. 1 proc. W efekcie nawet prezydent Unii Europejskiej Van Rompuy stwierdził, że wzrost gospodarczy jest zbyt niski do kreowania nowych miejsc pracy i utrzymania na dotychczasowym poziomie systemu socjalnego. Felipe Gonzalez, były premier Hiszpanii, już dawniej stwierdził, że to co czeka Europę, to jest albo reformowanie, albo schyłek.
Działania lub ich niepodejmowanie dają odpowiedź rynkowi kapitałowemu, składającemu się z głównie z zarządzających funduszami inwestycyjnymi i emerytalnymi, na pytanie, czy euro jest rzeczywistą walutą. Przykładowo wszelkiego typu działania Niemiec przy wsparciu Holandii mówiące o tym, że powinna być podjęta pomoc międzypaństwowa, ale także że członkowie mogą zostać wyrzuceni z unii, pokazują rynkom kapitałowym, że tak naprawdę Unia Europejska nie jest unią walutową, ale porozumieniem, w którym waluty są ze sobą powiązane jedynie czasowo ze wszystkimi tego konsekwencjami finansowymi dla kosztów kapitałów istniejących w tych krajach.
Dlatego problemy najbliższych lat będą nie tylko obniżały wzrost gospodarczy, lecz zawierają także silnie dezintegrujący czynnik, na przekór prowadzonym legislacjom, bo już obecnie ukazują, że euro nie jest elementem optymalnego obszaru walutowego. W działaniach przeważa interes krajowy, a niezadowolenie z kryzysu przejawia się w braku stabilności politycznej państw UE. Obecnie zauważono już, że kluczowa jest zmiana polityczna w Wlk. Brytanii. Także w Niemczech Chrześcijańscy Demokraci ponieśli 9 maja porażkę w wyborach w landzie Nadrenia Północna Westfalia, która sprawiła, że rządząca koalicja straciła większość w Bundesracie. We Francji Nicolas Sarkozy w wyborach regionalnych stracił kontrolę w aż 21 regionach na 22 i obecnie musi myśleć o problemach związanych z własną reelekcją. Pozycja Silvio Berlusconiego we Włoszech i tamtejsze zamieszanie gospodarcze też powodują tarcia w ramach koalicji. W Hiszpanii wprowadzenie bardzo restrykcyjnej polityki polegającej na zamrożeniu świadczeń emerytalnych i obniżeniu o 5 proc. wynagrodzeń urzędników już doprowadziło do skłócenia socjalistów z ich zapleczem – centralami związkowymi, i do zapowiadanych strajków oraz odejścia Basków i Katalończyków, którzy wspierali rząd Zapatero w parlamencie, co będzie również skutkowało zmianami w jesiennych wyborach regionalnych. Gabinet holenderski upadł w lutym również z powodu kryzysu. W ten sposób ujawniają się dysproporcje i procesy dezintegracyjne na przekór silnej integracji procesów legislacyjnych. Zaistniałe zmiany oczywiście będą miały wpływ na ukształtowanie pozycji Europy względem całego świata, chociaż można powiedzieć, że kryzys w Ameryce również nie został zakończony.

Stany Zjednoczone kontra Chiny
Wiele banków amerykańskich posiada w swoich księgach nadal nieruchomości i aktywa o wartości niedostosowanej do wartości rynkowej, co przy spadku domów o 30 proc. i nieruchomości komercyjnych o 40 proc. powoduje, że coraz więcej osób, jak i instytucji rezygnuje z regulowania ciążących na nich opłat, kredytów. Niektórzy wysyłają nawet klucze do swoich domów do instytucji finansowych, rezygnując z nieruchomości, które przedstawiają mniejszą wartość niż zaciągnięte zobowiązania. Na to nakłada się polityka zerowych stóp procentowych przeciwdziałających kryzysowi, która powoduje powstawanie następnych zagrożeń w przyszłości. Instytucje korzystające z możliwości posiadania tak niskich kosztów pieniądza inwestują w aktywa, podbijając ich cenę, w efekcie czego w ostatnim roku ich ceny wzrosły o 50-80 proc. W I kwartale nie stwierdzono ani jednego dnia, kiedy Goldman Sachs stracił na tego typu operacjach. Dlatego istnieją już dwie gospodarki – gospodarka realna, która ma problemy z finansowaniem, i operacje spekulacyjne. Przy czym winne są nie instytucje hedgingowe, tylko te, które są w stanie pozyskiwać tani pieniądz i zabezpieczyć przed ewentualnymi stratami środkami podatników.
Gdy patrzymy na te zmiany, coraz bardziej widoczna staje się olbrzymia ekspansja w Azji: zwłaszcza Chin i Indii. Chociaż nie można spodziewać się w ciągu najbliższych dziesięcioleci zamiany miejsc z USA, jeśli chodzi o pozycję militarną, to należy pamiętać, że zgodnie z prognozami Goldman Sachs chińskie PKB przewyższy amerykańskie już w 2030 r. Niemniej jednak ze względu na politykę demograficzną jednego dziecka Chiny będą miały poważne problemy finansowe. Nawet przy założeniu 6-proc. wzrostu gospodarczego i aż 4 pkt. proc. przewagi nad amerykańskim wzrostem, pod względem zamożności Państwo Środka dogoni Stany Zjednoczone dopiero w połowie wieku.
Niezależnie od istotności zagrożeń i różnego kształtowania się koalicji widać wyraźnie, że Europa jest w fazie schyłkowej, a Polska powinna wyciągnąć z tego naukę. Ważne jest wsparcie dla rodzin, bo brak przeciwdziałania załamaniu demograficznemu w najbliższych latach doprowadzi do tego, że w przyszłości nie będziemy w stanie już mu przeciwdziałać i wpadniemy w koleiny rozważań na temat stale ciężkiej sytuacji finansowej, która z biegiem czasu będzie stawała się coraz trudniejsza. Miejmy nadzieję, że kłopoty widoczne w Unii Europejskiej podziałają na nas orzeźwiająco i staną się wystarczającą przestrogą, żeby nie podążyć tą idącą w przepaść drogą.

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie odzwierciedla stanowiska instytucji, z którą jest związany zawodowo.

Autor dr Cezary Mech  
Autor jest byłym prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów


Gazeta Finansowa 28. 05. 2010







Inne artykuły z tego działu: Inne artykuły: