Grupa:
Inwestycje.pl Waluty.com Kantory.pl Investing.pl Fundusze24.pl TwojeFinanse.pl Forum-Prawne.pl
oferty biznesowe   giełda samochodowa   oferty pracy   english version

Czasy na świecie:

Nowy Jork (USA) 14:27:34 -6h
Tokio (Japonia) 04:27:34 +8h
Sydney (Australia) 05:27:34 +9h
Londyn (Anglia) 19:27:34 -1h
kursy walut | Waluty.com.pl

Artykuł

Menu artykułu

Treść artykułu

Nie tylko akcje: Czy warto postawić na nowe instrumenty inwestycyjne?

18.04.2006 21:06 wtorek

Rok 2004 dla przeciętnego polskiego inwestora upłynął pod znakiem giełdy. Sytuacja ta prawdopodobnie powtórzy się przynajmniej do połowy roku bieżącego, gdyż czeka nas jeszcze kilka interesujących prywatyzacji (choćby już w kwietniu Polmos Białystok) i debiutów spółek prywatnych. Jednak dobra passa na rynku akcji nie będzie trwać wiecznie i co więcej, inwestycje giełdowe nie zawsze są w stanie przynieść założone zyski.

Najpopularniejsze dotychczas kierunki inwestowania, takie jak giełda, akcje i obligacje, są coraz częściej uznawane za konserwatywne i wcale nie tak bezpieczne i dochodowe, jak się wydawało. Również polscy inwestorzy nie ograniczają się tylko do tradycyjnych form pomnażania swojego kapitału opartych na rynku papierów wartościowych. Szukają nowych alternatywnych narzędzi, takich jak np. private equity, produkty strukturyzowane, rynek nieruchomości czy fundusze hedgingowe. Dynamiczny wzrost gospodarczy Polski, oceniany jako największy wśród krajów Nowej Unii potencjał rozwojowy, nowe uregulowani prawne pozwalające na znaczne rozszerzenie możliwości inwestycyjnych, wreszcie wzrost świadomości i edukacji rodzimych inwestorów — wszystko to otworzyło nowe horyzonty na polskim rynku usług finansowych.

Gdyby próbować zdefiniować potrzeby inwestorów, to oczywiście marzą im się maksymalne zyski przy minimum ryzyka. Jednocześnie rośnie świadomość zarówno mechanizmów rynkowych jak i możliwości optymalnego zarządzania posiadanym kapitałem, jego dywersyfikacji i elastycznego wprowadzania i wyprowadzania do inwestycji. W zależności od priorytetów inwestora, jego możliwości finansowych, jak i gotowości zamrożenia kapitału w inwestycjach, mamy już do dyspozycji wiele alternatywnych możliwości.

Hedging to zabezpieczenie

Fundusze hedgingowe są nowością na polskim rynku i stosunkowo od niedawna funkcjonują na świecie jako instrument dostępny dla przeciętnego inwestora indywidualnego; choć wcześniej przez pół wieku był stosowany, to jako narzędzie bardzo zaawansowane i otoczone aurą wysokiego wtajemniczenia. Ich podstawową zaletą jest fakt, że wzbogacają portfel składający się z inwestycji tradycyjnych o wszelkie korzyści wynikające z dywersyfikacji portfela – umożliwiają realizację oczekiwanych zysków przy zmniejszonym poziomie ryzyka (angielskie słowo hedging, czyli „zabezpieczenie”, określa rodzaj transakcji zawieranych w celu zabezpieczenia portfela inwestycyjnego przed niekorzystnymi ruchami cen). Dzieje się tak zarówno podczas spadków, jak i wzrostów na rynkach akcji i obligacji, bo trendy w sektorze funduszy hedgingowych często nie pokrywają się z tendencjami na rynku inwestycji tradycyjnych.

Choć głównym celem funduszy hedgingowych jest zarabianie w każdej sytuacji rynkowej, niezależnie od kształ-towania się rynków akcji czy obligacji, zarówno na wzrostach, jak i na spadkach, a jednocześnie mają one ograniczyć ryzyko inwestorskie, to fundusze te nie ograniczają się tylko do transakcji zabezpieczających, ale wykorzystują wszelkie formy inwestowania. Inwestują na rynku surowców, towarów, walut, metali, papierów dłużnych i akcji, mogą stosować nawet kilkanaście strategii, instrumenty pochodne czy dźwignię finansową. Bardzo popularnym instrumentem jest selektywne wykorzystanie krótkiej sprzedaży, co pozwala osiągać zyski nawet w warunkach bessy. Równie chętnie sięga się po strategię arbitrażu, czyli jednoczesną transakcję kupna i sprzedaży tego samego instrumentu finansowego na różnych rynkach, co daje zysk dzięki różnicom cenowym. Fundusze hedgingowe przynoszą zyski w granicach 8-15 proc. rocznie, a okres działania funduszu to zazwyczaj 2-3 lata. W Polsce dostęp do hedgingu oferują m.in. szwajcarski Hexus Capital Management lub niektóre banki zagraniczne, jak Merrill Lynch. Ich oferta zazwyczaj kierowana jest indywidualnie do wybranych klientów, a nie ogłaszana publicznie.

Duże zwroty w private equity

Inwestorzy szukający większego ryzyka, ale też ponadprzeciętnych zysków, w granicach 20-30 proc. lub więcej, postawią na fundusze private equity. Inwestują one bezpośrednio w firmy, przejmując pokaźne pakiety udziałów lub akcji. W obszarze zainteresowań funduszy private equity są przede wszystkim przedsiębiorstwa o wysokim potencjale rozwoju, takie, które w ciągu 3-7 lat (bo tyle zazwyczaj funkcjonuje fundusz) mogą bądź znacząco powiększyć swój udział w rynku, bądź zwiększyć produkcję, co w każdym przypadku oznacza wzrost wartości samej firmy. Poszczególne fundusze private equity mają własną politykę inwestycyjną, która często preferuje wybrane branże, regiony lub etapy rozwoju przedsiębiorstw. Ustalają też minimalny i maksymalny próg wartości pojedynczej inwestycji. Przeciętna wartość inwestycji w spółkę wynosiła w Polsce w roku 2003 ok. 2,1 mln euro. Dzięki temu, że fundusze inwestują bezpośrednio w spółki, których aktywa nie są przedmiotem obrotu giełdowego, zyski funduszu nie są skorelowane z wynikami poszczególnych indeksów. To zabezpiecza fundusze PE przed niekorzystnym wpływem ogólnej dekoniunktury gospodarczej, na którą sa podatne np. tradycyjne fundusze inwestycyjne.

Private equity jest ciekawą możliwością ulokowania kapitału dla inwestorów chcących zdywersyfikować całkowite ryzyko portfelowe, oczekujących wyższych stóp zwrotu niż w przypadku aktywów tradycyjnych i akceptujących dłuższy horyzont czasowy dla swoich inwestycji.

Obligacje niepaństwowe

Zupełną nowością i wciąż jeszcze nieodkrytą możliwością dla inwestorów są tzw. covered bonds. To w zasadzie obligacje emitowane głównie przez wyspecjalizowane banki, jak większość obligacji charakteryzujące się dużym bezpieczeństwem, ale zarazem długim terminem trwania inwes-tycji. Przypominają nieco obligacje rządowe, ale mają zazwyczaj większą rentowność. Powoli stają się konkurencją dla papierów rządowych, a np. w Australii okazały się chętniej kupowane od tych ostatnich. Dla emitentów covered bonds są możliwością pozyskania bardzo dużego kapitału w bardzo krótkim czasie. Średnia transakcja na tym rynku to ok. 1 mld euro i jak twierdzi Ted Lord z Barclays Capital, coraz częściej zdarza się, że w ciągu kilku godzin udaje się pozyskać kilkumiliardowy kapitał. Głównie dzięki coraz większemu zainteresowaniu inwestorów z Azji. Są nimi przede wszystkim banki centralne i komercyjne, firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne.

W Polsce odpowiednikiem covered bonds jest list zastawny, którego funkcjonowanie na rynku regulowane jest odrębną ustawą z 1997 r. Jedynymi podmiotami, które u nas mogą emitować listy zastawne, są banki hipoteczne, a nazwa „list zastawny” jest zastrzeżona. Hipoteczne listy zastawne to listy, których podstawę (zabezpieczenie) emisji stanowią wierzytelności banku hipotecznego zabezpieczone hipotekami. Poza nimi funkcjonują też publiczne listy zastawne zabezpieczone są na wierzytelnościach banku hipotecznego z tytułu kredytów udzielonych np. jednostkom samorządu terytorialnego lub zabezpieczonych gwarancjami NBP, EBC, rządów lub banków centralnych państw członkowskich Unii Europejskiej, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, ewentualnie gwarancją lub poręczeniem jednostek samorządu terytorialnego.

Wysoki poziom bezpieczeństwa emitowanych przez banki hipoteczne listów zastawnych został osiągnięty w wyniku wprowadzenia wielu ograniczeń ustawowych. Wskutek tych ograniczeń środki pieniężne pochodzące z emisji listów zastawnych finansują jedynie akcję kredytową. Ponadto zakres nadzoru sprawowanego nad bankami hipotecznymi przez Komisję Nadzoru Bankowego wykracza poza ramy tradycyjnego nadzoru odnoszącego się do banków uniwersalnych. Przy każdym banku hipotecznym funkcjonują powiernik i jego zastępca. Nie mogą oni być pracownikami banku hipotecznego, są powoływani i odwoływani przez Komisję Nadzoru Bankowego. Powiernicy nadzorują przede wszystkim prawidłowość wpisów do rejestru zabezpieczenia listów zastawnych, zgodność ustalania wartości bankowo-hipotecznej nieruchomości z regulaminem wyceny nieruchomości zatwierdzonym przez Komisję Nadzoru Bankowego oraz zgodność zabezpieczenia znajdujących się w obrocie listów zastawnych z wymogami ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych. Mimo dużego bezpieczeństwa ten typ obligacji nie cieszy się jeszcze w Polsce dużym zainteresowaniem inwestorów. Pierwsze emisje zostały przeprowadzone przez Rheinhyp--BRE Bank Hipoteczny, który obecnie ma 93 proc. rynku. Problemem jest to, że banki hipoteczne z racji swojej wielkości nie są w stanie przeprowadzić dużych emisji, którymi poważnie zainteresowałyby się choćby fundusze emerytalne. W Polsce rynek kredytów hipotecznych wciąż zdominowany jest przez banki uniwersalne, które pokrywają je z pieniędzy z bieżących depozytów. Jednak zdaniem Agnieszki Drewicz- Tułodzieckiej, prezes Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego pokrywanie długookresowych zobowiązań z doraźnej działalności banków może być niebezpieczne.

W momencie wycofania dużej liczby depozytów automatycznie musi nastąpić podniesienie kosztów kredytu hipotecznego.

Jak na razie w listy zastawne inwestują wyłącznie inwestorzy instytucjonalni, ale już w przyszłym roku Rheinhyp-BRE szykuje pierwszą emisję dla inwestorów indywidualnych. Na świecie również tacy inwestorzy wykazują zainteresowanie tymi papierami, a banki w Szwajcarii czy w Singapurze wyspecjalizowały się w obsłudze takich klientów. Na liście zastawnym zarabia się dzięki gwarantowanym odsetkom oraz terminowemu wykupowi. Zapadalność listów zastawnych do tej pory wyemitowanych przez polskie banki hipoteczne wynosi od 3 do 7 lat. Odsetki są wypłacane na bazie stałej lub zmiennej stopy procentowej, która obecnie przekracza rentowność papierów skarbowych. Dla inwestorów ważne jest to, że przy aktywnym rynku wtórnym mogą upłynnić swoją inwestycję niezależnie od tego, kiedy przypada termin zapadalności listów zastawnych.

 

Czy już inwestować w fundusze z zagranicy?

Inwestorzy, którzy żywią obawy wobec nowości i przyzwyczaili się do starych dobrych funduszy inwestycyjnych, również mają szansę nieco zaszaleć i poeksperymentować. W Polsce pojawiły się pierwsze możliwości zakupów jednostek uczestnictwa funduszy zagranicznych. Na razie głównie z Luksemburga. Główną zaletą tych inwestycji ma być to, że w Polsce zyski z funduszy zagranicznych są opodatkowane na zasadach ogólnych. Nie dotyczy to jednak funduszy z Luksemburga, które działając jako spółki z o.o. wypłacają zyski w formie dywidendy. Zysk z takiej inwestycji opodatkowany jest jedynie podatkiem majątkowym, który wynosi w Luksemburgu 0,1-06 proc.

W związku z tym, że — zgodnie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania pomiędzy Polską i Luksemburgiem — zyski z inwestycji w fundusz zagraniczny obciążone są wyłącznie podatkiem w kraju rejestracji funduszu, powinien to być jedyny pobierany od inwestora podatek. Jak na razie przeciwko takiej interpretacji prawa wystąpiło Ministerstwo Finansów, co niewątpliwie może pokrzyżować interesy bankom, za których pośrednictwem zagraniczne fundusze miały trafić do polskich inwestorów. W Polsce jednostki uczestnictwa, a w zasadzie — właśnie ze względów podatkowych — udziały sprzedają m.in. Citibank Handlowy czy Nordea Bank.

 



Michał Chmielewski
Gazeta Finansowa










Inne artykuły z tego działu: Inne artykuły: